Aktualności

Wolność pisze rock’and’roll

2018-08-05 03:18:35

 

Jeśli ktoś z Was uważa, że był dzisiaj na koncercie Franka Cartera & Rattlensnakes grubo się myli. Dzisiaj byliście publicznością teatru, ze scenografią zbudowaną z emocji, ze światłem, które odkrywa prawdę, z muzykami, którzy nie znają granic i wokalistą, w którym drzewie rewolucja.

 

Buntownik, wojownik, outsider, odmieniec. On nie wchodzi tak po prostu na scenę, on od początku sieje rebelię. I nie chodzi o jego krzyk, bo krzyczeć potrafi wielu. Chodzi o jego autentyczność, on dokładnie wie, po co jest na scenie.  Gdyby Klaus Nomi urodził się 40 lat później, prawdopodobnie byłby Frankiem Carterem.

 fot. Anna Migda

 

Lubimy koncerty, kiedy muzycy wchodzą z przysłowiowego buta, nie tracąc czasu na muzyczną rozgrzewkę. Zespół był bezlitosny, pierwszym utworem rozpętał burzę. Hipnotyzer punk rocka, niczym prawy sierpowy, ryknął na scenie mieszaniną uczuć, które mogłoby się wydawać, że tłamsił aż do dzisiaj. Albo w nas, bo naprawdę czuło się każdy stan jego nastroju. Zwłaszcza że kilka minut po rozpoczęciu koncertu, wokalista zszedł ze sceny w tłum, by po chwili, stojąc na barkach Patrolu, „przemawiać” do publiczności, patrząc im prosto w oczy.

 

Psychodeliczna atmosfera każdego utworu połączonego z mimiką wokalisty, zmieniającą się linią melodyczną, pełną gitarowych riffów i potężnych uderzeń perkusisty Gearetha Grovera były jak wykwintna kolacja, którą bez wątpienia nie tylko najesz się do syta, ale zaspokoisz wszystkie kubki smakowe. Frank Carter z zespołem zaspokoili dzisiaj wszystkie nasze zmysły.

 

Jego występ można było dzielić na sceniczne akty, nie na zwykłe piosenki. Twarz szaleńca, który jawi obłęd przemieszany z bólem. Wsłuchując się w słowa utworów, możemy zrozumieć dlaczego. To, co śpiewa jest intymne, osobiste i dotyczy każdego z nas.

 

Doskonały kontakt muzyków z Festiwalowiczami to ogromny atut dzisiejszego występu. Zespół należy do tych artystów, którzy nie tylko wychodzą, żeby grać, ale przede wszystkim od początku do końca prowadzą dialog z publicznością, która jak zaczarowana na jego prośbę rozstępuje się na boki, by po chwili na hasło „go!” biec przed siebie tworząc muzyczną trąbę powietrzną.

 

Czy można śpiewać o miłości bez ukochanej u boku? Nie w przypadku Cartera, który zaprosił swoją partnerkę na scenę. Czy można zagrać utwór, który jest buntem przeciwko terroryzmowi bez głośnego sprzeciwu, krzyku ze sceny? Nie! Carter dedykuje go ofiarom zamachu w Manchesterze. Potrafi też wzruszać opowiadając o córce, której serce bije w rytm punk rocka. Ale tylko na chwilę. Bo kończy występ utworem, który pisany jest nienawiścią.  „I Hate You” ma nas oczyścić. Po koncercie odchodzimy oswobodzeni od wrogich myśli. Czujemy się wolni!

(Syla)

 

 fot. Bartek Muracki

POKAŻ PODOBNE
2018-11-21 13:47:25

Nie spinaj się, zepnij się! Zostały tylko dwa dni! 

Tylko wspólnymi siłami możemy iść po sukces! Trzy nominacje do Nagrody Publiczności w konkursie „Złote Spinacze” są najlepszym przykładem, że razem możemy wszystko!

ZOBACZ TEŻ