Aktualności

Muzyka Podwyższonego Ryzyka – Najgłośniejszy Film Polski cz.2

2016-10-10 10:25:42


Wychowałem się na filmach muzycznych. Były mocną częścią mojej życiowej wyobraźni, a wręcz inspiracją dla wielu osobistych działań. Pierwszym filmem, jaki obejrzałem będąc nastolatkiem, był czarno – biały (tak mi się wydaje) film pod tytułem The Beatles. Kapela była na absolutnym topie i po premierze londyńskiej film chyba szybko trafił na nasze ekrany.

 

Żeby było barwniej, obejrzałem go w Kinie Związkowym Czerniaków – absolutna nora, drewniane krzesła, które wydawały wszystkie dźwięki z ekranem, któremu daleko było do bieli, ale na którym za 5 złotych, na co nas stać było wszystkich na dzielnicy, mogliśmy obejrzeć filmy, które po kilku miesiącach schodziły z eleganckich kin i w ten sposób my, ludzkość dzielnicy Czerniaków, zatapialiśmy się w pięknych, nieco sfatygowanych obrazach kinowych. Tak dopadł mnie The Beatles. Mało tego, największą atrakcją było zdobyć fotosy, które reklamowały film w gablocie, bo przecież na nich byli Beatlesi. Fotosów nie dorwałem, za to film obejrzałem z otwartą gębą i hałasując jak na prawdziwym koncercie. W tych samych okolicznościach później obejrzałem Help!, a kolejnym przeżyciem było obejrzenie w 1980 roku na tak zwanych konfrontacjach filmu Hair Formana. Wybór był trudny, bo albo szło się na wielką demonstrację Solidarności, która miała miejsce w centrum Warszawy, gdzie zatrzymano cały ruch, a muzycy śpiewali na rondzie w zaimprowizowanych warunkach, albo na film Hair, który można było obejrzeć wtedy tylko z okazji Konfrontacji. Wybrałem film. Zrobił na mnie bardzo duże wrażenie.


Kamieniem milowym był oczywiście film o amerykańskim festiwalu Woodstock. Dlaczego więc nie mielibyśmy zrobić filmu o naszym festiwalu? Zabraliśmy się mocno do roboty. Przede wszystkim zmieniliśmy wszystkie kamery na kamery cyfrowe, które rejestrowały nie tylko koncerty na dużej scenie, ale także wszystkie woodstockowe klimaty. W tym mieliśmy ogromne doświadczenie – od pierwszego festiwalu prowadziliśmy rejestrację i to pozwoliło nam przygotować optymalny plan dla treści przyszłego filmu. Finałem była ogromna ilość materiału i trudny wybór utworów, które miałyby się znaleźć w filmie. Nie zdawaliśmy sobie jednak sprawy, ze najgorsze było dopiero przed nami. Tym było zrzucenie obrazka cyfrowego na taśmę celuloidową i niezgubienie synchronu. Proponowane nam piekielnie drogie studia w Londynie i w Berlinie, spotykali się z nami fachowcy, którzy mieli różne propozycje i na jednym ze spotkań autentycznie usnąłem. Kompletnie nie łapałem o co im chodzi, wszystko to utkane było kompletnie dla mnie obcymi sformułowaniami, terminami i zwrotami. Całą sprawę rozwiązał genialnie od początku z nami tworzący ten film Yach Paszkiewicz. Nie pytajcie, jak to zrobił, bo to tajemnica, ale efekt był rewelacyjny. Film zaczęliśmy zrzucać częściami na taśmę filmową w Wytwórni Filmów Fabularnych na ulicy Chełmskiej. Kiedy obejrzałem pierwszą część filmu, wbiło mnie w fotel. To już nie duża plazma, nie duży telebim, ale wielki ekran z fantastycznym dźwiękiem. Głównie film montowali Yach Paszkiewicz i stale z nami współpracujący Marek Krolczuk.

 

Dwie sceny filmu każdego przyprawiają o zawrót głowy. To scena pierwsza, kiedy w dźwiękach Bolero Ravela przez kilka minut obserwujemy w zachodzącym słońcu bawiących się Woodstockowiczów. Jednym ruchem ramienia , który przesuwał się nad tłumem bez żadnych cięć oddaliśmy nieprawdopodobnie piękny klimat i charakter naszego festiwalu. Wszystko jest słoneczne, złote, pełne uśmiechu, radości i wspanialej zabawy. Druga scena to błotne zabawy. Mogę na to patrzeć w nieskończoność i po dzień dzisiejszy grzybek zawsze jest pełen fotoreporterów, operatorów, bo tam obrazki kręcą się same. Tyle fantastycznej zabawy, tyle młodzieńczej energii i festiwalowej beztroski, a oprócz tego mnóstwo muzyki. Cieszę się, że z udziałem zespołów znanych i tych bardzo nieznanych, bo to jest Przystanek Woodstock, festiwal dla wszystkich. Premiera filmu, która odbyła się w kilkunastu miastach w Polsce w Multikinie, oddała całą moc tego dzieła, ale także wypełniając sale po brzegi wyczerpała wszystkich widzów. Ludzkość najnormalniej w świecie do kina nie poszła. Ci, którzy byli, wydali nam super opinie. Ci, którzy nie poszli, nie dali się przekonać kinowym reklamom i film w wersji kinowej splajtował, za to świetnie poszedł w wersji płytowej DVD i CD. Dzisiaj jest już tylko wspomnienie, bo cały nakład został wyczerpany.

Często w swoich audycjach dziele się muzyką z filmu, ponieważ na płytach także zachowaliśmy mnóstwo smaczków dźwiękowych, dodanych jako osobne tracki. Wśród nich znalazł się krótki zaśpiew Pana Witka -  gościa z Atlantydy. Na wydaniu płytowym pomyliliśmy numery na drugiej płycie i do każdego opakowania ręcznie wklejaliśmy nową numerację. Do płyty dołączona była książka pięknie skonstruowana przez Igora Tratkowskiego. Po dzień dzisiejszy trzyma fason i styl nowoczesnego wydawnictwa. I jak to bywa z filmami, im starsze, tym nabierają tez nowego blasku. Film jest przy okazji dokumentalnym zapisem zdarzenia, które miało miejsce 14 lat temu. Jacy byliśmy, jak wyglądaliśmy, w co się ubieraliśmy i z jaką wyobraźnią bawiliśmy się na wielkim już wtedy Przystanku Woodstock.

 

 

Zobacz wszystkie nasze wydawnictwa! 

Oceń film na Filmweb.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

POKAŻ PODOBNE
ZOBACZ TEŻ