Muzyka Podwyższonego Ryzyka

Muzyka Podwyższonego Ryzyka: Glaca na Woodstocku

2016-12-09 15:20:11

Glaca na Woodstocku – nerwy, spina, ciśnienie na maksa… i rewelacyjny koncert. 

Zacznę od tego, że Woodstock już grał, a ja o Glacy słyszałem i bardzo podziwiałem. I nie wiem, ale gdzieś w mojej głowie zaległa się myśl, że dla Glacy ten festiwal jest za miękki i to nie jego świat. I tak mi to pływało we łbie dopóki nie pojawiła się Sylwia Lato, jego managerka i żona. Zapytała wprost dlaczego nie lubię Glacy, bo słyszała jak publicznie tak powiedziałem. Zdziwiłem się na maksa - Co ty gadasz, mówię. Ja myślałem, że to on nie lubi festiwalu. Od słowa do słowa wyjaśniliśmy sobie sprawę i efektem tego było zaproszenie Glacy na przystanek.


Tak sobie myślę, ze jeśli to był chwyt Sylwii Lato, to wyszło super, bo skutecznie. Glaca przygotował projekt, zagrał, koncert wyszedł rewelacyjnie. I wtedy na fali tego sukcesu postanowiliśmy, żeby zagrał jeszcze raz. Powiedzieliśmy mu tylko, że absolutnie zakazujemy takich wybryków jak skok do publiczności z mikrofonem. Nawet powiedziałem mu: Glaca, pies z Tobą, ale szkoda mikrofonu. Hahaha. Grał jeszcze wtedy na kwadratowej scenie, aż przyszedł rok 2002 i postanowiliśmy powtórzyć to widowisko, głównie ze względu na pomysł kręcenia filmu z festiwalu i osobno organizowania DVD już dla projektu Glacy.

 


Tym projektem był koncert Sweet Noise obrandowany fantastycznymi dekoracjami i sam zespół trzeba przyznać przygotował się nie tylko muzycznie, ale także wizualnie perfekcyjnie. Do dnia dzisiejszego stwierdzam, że w historii Woodstocku była to jedyna kapela, no może jeszcze Hunter, która potrafiła bardzo starannie przygotować się do wizualnego mordobicia. Ale to także niosło tsunami w postaci napięcia, okrzyków i nerwowych ruchów. Jak sami wiecie, mówię tu do bywalców Woodstocku, przerwy miedzy koncertami to 20 - 25, w wyjątkowych sytuacjach może 30 minut. Kiedyś sukinsyn z zespołu The Subways - jakiś techniczny - ustawiał ich perkusję na oczach całej zniecierpliwionej publiczności przez dobre 20 minut. Stopa, werbel, stopa, werbel - naprawdę był moment, że chciałem ich pogonić i ten koncert wyrzucić z rozkładu jazdy. Koncert został i przyznaję, że warto było.


Wniesienie na scenę ogromnych dekorów to duża sztuka. Sylwia Lato w amoku, czyli nawet mnie w pewnym momencie kazała wyp... ze sceny. Zdążyłem tylko krzyknąć: Kobieto, masz klapy jak koń na oczach? To ja, wyluzuj. I spójrz na zegarek. Powoli robiło się nam ‘zaplanowane opóźnienie’ – Przystanek Woodstock jest bardzo na styk, świetnie zaprogramowany, staramy się mocno trzymać czasu. Skoro tyle pakują gratów, to ile będzie przy wynoszeniu? A moim bólem była następny artysta, a bardziej artyści, bo mieliśmy zainstalować dosłownie po Sweet Noise ogromna orkiestrę filharmonii wrocławskiej, którzy mieli pociągnąć Bolero Ravela. Czujecie to? Stal się leje, moc truchleje na Sweet Noisach, a potem hyc i zupełnie nowa przestrzeń, czyli wielka orkiestrowa klasyka. Popędzam Sylwię, która właśnie wprowadza na scenę artystów. Wszyscy oni, od góry do dołu, poprzykrywani dekorem - twarze przykryte maskami. Powiem krótko: to wszystko wyglądało imponująco, ale to wszystko to zabawa na kilkugodzinne przygotowanie wcześniej. Jest już Glaca, są już wszyscy, chyba za moment możemy odpalać. To były już czasy, kiedy na Przystanek Woodstock przyjeżdżała kilkusetytsięczna publiczność. Publiki po horyzont, a półokrągła scena wtedy miała chyba swoją premierę. Podobała się wszystkim bardzo, bardzo, bardzo. Wreszcie start. Koncert po dzień dzisiejszy po prostu porywa. Jest absolutnie perfekcyjnie skonstruowaną maszyną widowiskową. Wtedy sobie człowiek myśli – dobrze, że wytrzymałem, super, że daliśmy radę. Fajnie, że dotrwaliśmy do końca.

 

Można go obejrzeć na naszym wydawnictwie dvd. Dzisiaj już tylko wspomnieniowo, bo w naszym Siemashopie już nie dysponujemy ani jednym pudełeczkiem. Parokrotnie zdarzyło mi się ten koncert pokazać w świecie i trzeba przyznać, ze robił ogromne wrażenie, kiedy był oglądany przez profesjonalistów – ludzi związanych z branżą. Ja też byłem przekonany, ze Glaca triumfalnie przejedzie przez Polskę , ciesząc fanów i całą branżę muzyczna. Niestety tak się nie stało. Teraz już wiem, ze trochę tradycyjnie ta forma się szybko rozpadła. Powstały nowe projekty, także dobre, ale ilość napięć w samej kapeli na różnych poziomach i płaszczyznach dosyć mocno zniweczyła niezwykłe talenty Glacy. Dlatego tym bardziej cenimy sobie, że mamy to udokumentowane, nagrane do dyspozycji wszystkich, którzy chcą sprawdzić czy mówię prawdę w moich impresjach muzycznych.

 

Przeczytaj pozostałe opowieści z cyklu Muzyka Podwyższonego Ryzyka  

 

 

 

POKAŻ PODOBNE
ZOBACZ TEŻ